czwartek, 10 lutego 2011

10 komplementów dla dziewczyny.

Kobiety. Wszyscy je kochamy. Powinniśmy o nie dbać, szanować je, zabiegać oraz komplementować. Coraz częściej o tym zapominamy. Dzięki nim, mamy dla kogo żyć.
Kobiety. Wszyscy je kochamy. Powinniśmy o nie dbać, szanować je, zabiegać oraz komplementować. Coraz częściej o tym zapominamy. Dzięki nim, mamy dla kogo żyć.
Jakich słów, możemy użyć, aby "zakomplementować" dziewczynę, i żeby do tego się nie obraziła ? Oto lista komplementów wartych powiedzenia dzięki której zapunktujesz u swojej kobiety.

- Twoje piękne oczka przypominają mi najlepsze chwile z naszego życia
- Ślicznie wyglądasz, zresztą tak jak zawsze.
- Podczas gdy myślę o Tobie, nie mogę się skupić. I nic na to nie pomaga.
- Wskoczył bym za Tobą w ogień.
- Jesteś najlepszą rzeczą jaka mi się w życiu przytrafiła
- Nie zamieniłbym Cię inną kobietę, nawet za dwa tysiące lat.
- Tęsknie za Tobą nawet podczas śniadania!
- Jesteś najpiękniejszą niewiastą jaką w całym moim życiu miałem okazję podziwiać.
- Była byś wspaniałą matką
- Sam nie wiem, czy jesteś piękniejsza, czy mądrzejsza.
- Tęsknie za Tobą za każdym razem gdy o Tobie myślę
- Będziesz wspaniałą żoną.
- Masz piękne i cudowne oczy, wyglądają jak dwie gwiazdy.

Kobiety naprawdę lubię słyszeć takie rzeczy. Niezależnie, czy są to proste komplementy, czy też te bardziej wyimaginowane - trafiające do samego wnętrza jej intelektualnej fortecy, każda kobieta lubi je tak samo bardzo. Oczywiście nie należy przesadzać z komplementami bądź mówić ich nieszczerze - z reguły widać na pierwszy rzut oka, który komplement był szczery, a który nie.
A tutaj więcej porad i wskazówek.
Odwiedź portal DobraDycha.pl - praktyczne porady i wskazówki z codziennego życia

Zwiększenie libido.

Jeżeli od dłuższego czasu nie masz ochoty na seks lub nie sprawia ci on już takiej przyjemności, jak kiedyś, możliwe że nastąpił spadek libido. Nie martw się. Problem ten dotyka nie tylko ciebie.
Spadek libido to wcale nie błahostka. Czasem może ona prowadzić nawet do rozpadu długoletniego związku. Zanim jednak sięgnie się po farmakologiczną pomoc ,warto zastanowić się, co powoduje, że jest ono tak niskie. Niekiedy problem można znacznie szybciej rozwiązać, niż nam się wydaje. Podkreślić w tym momencie także trzeba, że z sytuacją taką o wiele częściej do czynienia mają panie. Wpływa na to przede wszystkim emocjonalność i brak psychicznej swobody. Jak w związku nie układa się dobrze, nie jest ona w stanie odbywać normalnych stosunków seksualnych. Libido kobiet może także maleć z powodu źle dobranych tabletek antykoncepcyjnych. Wówczas należy poprosić o zmianę lekarza ginekologa na inne.
Gorzej jeśli problem leży w psychice. Ale i tu medycyna zna już sposoby na to, by potencja kobiet wzrosła. Warto z nich skorzystać. Udane życie seksualne często bowiem jest wyznacznikiem wielu sukcesów na prywatnym polu. Absolutnie nie można udawać, że problem nie istnieje. Szczere przyznanie się przed samym sobą, ale też przed partnerem znacznie ułatwia drogę do pokonania problemu. Wiele kobiet, by mieć ochotę na seks musi czuć się bezpiecznie w związku i w pełni swobodnie. Niektóre z nich z racji niskiej samooceny, wynikającej choćby z posiadania kilku dodatkowych kilogramów , nie czują się na tyle atrakcyjnie, by móc oddać się uniesieniom w sposób, jaki by chciały.
Jeśli jednak pomoc psychologiczna nie będzie na tyle skuteczna, by przełamać taki „opór” warto sięgnąć po sprawdzone środki farmaceutyczne, których na polskim rynku jest ogromna liczba. W pewnej części przypadków jednak wraz z tabletkami zaleca się także aktywny udział w terapii psychologicznej. Takie połączenie może szybko dać oczekiwane efekty, powrotu ochoty na seks.  Niestety w niektórych sytuacjach najlepszym wyjściem jest rozstanie się pary i znalezienie szczęścia obok kogoś innego.

Orgazm.

Jeżeli uważasz, iż wystarczy włożyć swojego najlepszego przyjaciela w gniazdko i ona będzie miała orgazm, to gratuluję pewności siebie! Jednocześnie szczerze współczuję Tobie i Twojej przyszłej partnerce w łóżku i dziękuję wszystkim dostępnym w mitologiach i religiach bóstwom, że masz w rękach ten podręcznik.
Jeśli kiedykolwiek będziesz miał kobietę na dłużej, w co szczerze wątpię, z pewnością oboje będziecie nieszczęśliwi. Niestety bowiem wywołanie orgazmu nie jest wcale takie proste, zaryzykowałabym nawet stwierdzenie, że jest to o wiele trudniejsze, niż zdawać sobie możesz z tego sprawę. Prawdopodobnie jesteś jednak uratowany.
Jeśli jesteś jednym z tych beznadziejnych przypadków mężczyzn, którzy orgazmy kobiety oglądają tylko na filmach pornograficznych, to zanim zacznę, musimy zawrzeć układ. Ja nauczę Cię dawać kobiecie satysfakcję, a Ty zapomnij wszystko, co do tej pory dowiedziałeś się o orgazmie. Bo prawdopodobnie wszystko, co wiesz, to bzdury. Nauczę Cię czytać i pisać od nowa. Odważne słowa. Wiem, ale są konieczne i za chwilę pokażę dlaczego.
Na samym początku musisz zrozumieć, czym jest orgazm. Jak w każdej poważnej publikacji zacznę od dziejopisarstwa. W tym wypadku będzie to dziejopisarstwo orgazmistyczne ze szczyptą moralnych przypraw.
Temat jest stary niemal tak samo jak Papa Smerf i cały świat. Zajmowali się nim już starożytni filozofowie. I właściwie nie ma się czemu dziwić, bo przecież orgazm to chwila fascynująca, hipnotyczna i każdy z nas, niezależnie od płci, głęboko jej pragnie. Nie oszukujmy się, ale większość z tego, czego dowiedzieliśmy się o orgazmie z historii ludzkości to po prostu kłamstwa lub historie, które mogą tylko przerażać. Zaczniemy trochę nietypowo, bo homoseksualnie, ale to dlatego, że od… starożytnych Greków, a wiesz, jacy oni byli.
Zatem, nasi starzy znajomi, Arystoteles i Hipokrates, pierwsi określili orgazm jako nieodłączny składnik udanego poczęcia nowego życia. Przyznaję, brzmi o wiele bardziej romantycznie, niż mogłabym od greckich filozofów wymagać. Oczywiście jednak obaj byli w tej sprawie nieco do tyłu. Akurat tego nie można mieć im za złe, szczególnie że jeden z najważniejszych – hm… czynników, które są orgazmowi sprzyjające, okryto dopiero
w XVI wieku1, a nasi greccy mężowie mądrości żyli kilkaset lat wcześniej. Nie wiesz, o czym piszę? Pewnie, że nie – mówiłam Ci przecież, że wszystkiego musisz nauczyć się od nowa.

Chodzi oczywiście o łechtaczkę, o której jeszcze będzie nie raz, a którą odkrył renesansowy profesor z Padwy, Mateo Colombo. Łatwo zapamiętać komuś, kto lubi kryminały. I z niego powinieneś brać przykład. Podobno mężczyzna ów zakochał się w weneckiej kurtyzanie, której pragnął dać wszelkie szczęście, co akurat w stosunku do prostytutki jest bardzo zastanawiające. Niemniej, jak na człowieka odrodzenia przystało, Colombo podszedł do problemu na tyle rzetelnie, że odkrył przypadkiem centrum rozkoszy kobiety, czyli łechtaczkę. A za to powinien dostać pokojową nagrodę Nobla. O Noblu nic historia nie wspomina, bo jeszcze go nawet w planach nie było, za to przy okazji nasz Colombo ściągnął na siebie inkwizycję. Na szczęście dziś, poza Ojcem Tadeuszem, nic Ci nie grozi, co najwyżej zainteresowanie piękniejszej połowy płci. Więc do dzieła.

Seks.

Jak to jest, że jeden mężczyzna od razu wzbudza pożądanie w oczach kobiet, podczas gdy inny trzęsie się jak galareta na sam jej widok i nie jest w stanie wykrzstusić z siebie słowa. Różniaca polega w sposobie myślenia o kobietach i podejścia do uwodzenia ich. Strategie najlepszych uwodzicieli znajdują się poniżej:
Kobiety uwielbiają seks.
Seks dla mężczyzn jest niezmiernie ważny o ile nie najważniejszy w relacji z kobietą. Wielu facetom wydaje się, że to on musi starać się o seks. Zapraszać na randki, inwestować pieniądze w postaci prezentów, czy kwiatów. Zabierać do kina i wymyślać atrakcje. Wszystko to po to, aby potem za swoje starania dostać od kobiety seks, tak jakby kobieta nie chciała tego samego. Zwróć uwagę że mężczyzna do udanego seksu potrzebuje ładnej kobiety.  Natomiast kobieta nie tylko odpowiedniego mężczyzny, lecz również stworzonej przygody prowadzącej do seksu, odpowiedniego nastroju, emocji, seksualnego napięcia. Sam akt seksu to dla niej nie tylko kilka ruchów. Jej gra wstępna zaczyna się kiedy do niej zadzwonisz lub zaczniesz rozmawiać, a nie w chwili kiedy leżycie w łóżku. Mężczyznę można dotykać w jednym miejscu i to w zupełności mu wystarczy. Ona natomiast pragnie być w odpowiedni sposób  dotykana, całowana, pieszczona, ukochiwana. One to po prostu kochają.
Kobiety również rozmawiają o seksie.
Wydawać by się mogło, że kobiety są bardzo skromne i zamknięte jeżeli chodzi o tematy seksu. Owszem tak jest, ale tylko przy osobach które pokazują jej, że same się tego boją. Kobiety spotykając się z przyjaciółkami często rozmawiają o seksie. Wymieniają się historiami i doświadczeniami. Uczą się nawzajem opowiadając sobie najmniejsze detale, często przerastające najśmielsze wyobrażenia mężczyzn. Wielu facetów uważa, że nie wypada rozmawiać z dziewczyną na temat seksu, bo może pomyśleć że jest zboczony. Nic bardziej mylnego. Kobiety uwielbiają to.
Dyskrecja. Dyskrecja. Dyskrecja.
Każdy dobry uwodziciel w sprawach intymnych kobietami jest dyskretny. Doskonale zna panujący stereotyp który mówi, że mężczyzna mający wiele kobiet to macho, a kobieta która miała wielu facetów to zwykła dziwka. Dobry uwodziciel kocha kobietę za to kim jest, a zapewniając dyskrecję daje jej poczucie bezpieczeństwa. Tym samym sprawia, że dziewczyna chce się z nim posunąć do przodu szybciej, ponieważ mu ufa. Nie ważne jak szybko pójdą do łóżka i jakie fantazje razem spełnią, wszystko to zostaje między nimi. Na drugi dzień on nie biegnie do wszystkich znajomych i opowiada co wczoraj zrobił. Wie, że intymność zostaje za zamkniętymi drzwiami.
 Jestem najlepszym możliwym wyborem jaki może dokonać kobieta
Nawet jeżeli nie wygląda jak model z okładki Men’s Health jest głęboko przekonany, że „Będzie jej ze mną najlepiej na świecie”. Głęboko w to wierzy i promieniuje tym przekonaniem, tą aurą męskości. Kocha to kim jest i jak wygląda. Wie jak dużo wyjątkowej przyjemności może jej dać. Jak na prawdziwego mężczyznę przystało, doskonale wie do czego dąży i nie ukrywa tego. Czuje się z tym wspaniale, bo wie co ma do zaoferowania. Dziewczyny szaleją za mężczyznami, który mogą im zaoferować coś czego nigdy wcześniej nie doświadczyła. Zamiast prosić i brać.
Doceniam bo oceniam.
Podczas uwodzenia nie kryje się ze swoimi intencjami. Nie chowa tego, że jej wygląd go kręci. Docenia kobietę, bo po prostu ją ocenia. Kiedy idą razem i ona do niego mówi, on nie boi się zwolnić, odwrócić głowę i spojrzeć na jej seksowne pośladki w taki sposób, aby ona to widziała. Czuje się świetnie kiedy podziwia jej atrakcyjny wygląd. Nie robi tego bo jest na nią napalony, tylko dlatego, że podziwia ją jak artysta celebrujący każdy najdrobniejszy kawałek wspaniałej rzeźby. Dostrzega w niej wyjątkowość i to właśnie komplementuje. Faceci, którzy zachowują się w ten sposób to gatunek na wymarciu.
Liczy się coś więcej niż seks.
Błędem wielu mężczyzn jest rozmawianie z kobietami tylko dlatego, że są na nie napaleni. Kobiety od razu wyczuwają zdesperowanych napalonych facetów. Takie zachowanie jest dla nich wręcz odpychające. Mężczyzna, który w swoim życiu ma wiele kobiet, seks traktuje nie jako cel, a następstwo fantastycznego czasu spędzonego z kobietą, przygody którą razem stworzyli. On po prostu lubi spędzać czas z kobietami. Mało ważne jest czy relacja zakończy się koleżeńską znajomością czy związkiem. Czas spędzony z każdą kobietą jest dla niego tak samo przyjemny. Każdą kobietę traktuje tak samo dobrze. Nie dlatego, że coś od niej chce, tylko dlatego, że ona go interesuje. Spędzając z nią czas nie myśli o tym, że musi za wszelką cenę zaciągnąć ją do łóżka. Ma ten wewnętrzny luz, który daje mu swobodę w dążeniu do tego czego oboje pragną. Przekazuje tym samym wiele atrakcyjnych cech, które działają jak magnes.
Nie oceniam kobiety za to kim była. Doceniam ją za to kim jest.
Kiedy widzi kobietę która mu się podoba, przestaje liczyć się dla niego to czy jest kobietą skromna i wstydliwa, czy otwartą seksualnie suczką. Każdy facet chce uprawiać seks z kobietą jak najszybciej, niestety nie każdy jest na to gotowy. Ten brak gotowości przejawia się w ocenianiu kobiet jako łatwe i zapominaniu o tym, że one pragną seksu tak samo jak my, jednak boją się, że zostaną ocenione za swoją otwartość seksualną i robienie tego czego pragną. Dlatego dużo kobiet wyznacza sobie czas, po którym idąc z nowym facetem do łóżka. Takie działanie daje jej komfort psychiczny „On nie pomyśli, że jestem łatwa”, „Inni nie powiedzą, że jestem łatwa”.
Dla prawdziwego faceta nie liczy się to czy kobieta oficjalnie przedstawia się jako trudna lub łatwa do zdobycia. On traktuje każdą kobietę z takim samym szacunkiem i dyskrecją. Jednocześnie potrafi dotrzeć do jej prawdziwych pragnień i uwolnić je, zaspokoić. Wie, że kobiety pragną seksu tak samo ja on. Czuje się z tym dobrze. Potrafi zadbać o jej wewnętrzny komfort.

Jak kochać się z tą samą osobą do końca życia.

Tak właśnie brzmi tytuł świeżo wydanej w Polsce książki Dagmar O'Connor. I mimo pretensjonalnego tytułu zaskakująco dobrze się to czyta. Wpis zawiera recenzję książki.
Przyznaję jednak, że wizja długoterminowej i stałej relacji intymnej jest dla mnie atrakcyjna. I pewnie nie tylko dla mnie, więc wróżę książce dużą popularność. O'Connor przedstawia kolejne pary, które przez lata zjawiały się u niej w gabinecie seksuologicznym. Przy okazji referowania ich problemów prezentuje kolejne zagadnienia teoretyczne. Nie stroni od przykładów zaleceń, które dawała w konkretnych przypadkach, odpiera zarzuty, cierpliwie wyjaśnia... Nie trzeba się z nią zgadzać, że seks oralny jest dobry, ale nie sposób jej odmówić rzeczowości argumentacji.
Autorka czerpie z teorii wypracowanej przez Mastersa i Johnson. I choć wielu współczesnych badaczy zarzuca tej parze błędy, zbytnie uproszczenia, niereprezentatywny dobór próby..., to nie sposób im odmówić pionierstwa w dziedzinie badań z zakresu seksuologii. Warto także w tym miejscu nadmienić, że książka ta po raz pierwszy została wydana w 1985 roku, czyli tuż po przetoczeniu się rewolucji seksualnej i ustaleniu się mocnej pozycji duetu M&J na scenie seksuologicznej. Można zatem powiedzieć, że O'Connor uczyła się od najlepszych. Ponadto, przeterminowani czy nie, Masters i Johnson wypracowali całkiem rozsądny trening koncentracji na doznaniach, który chyba nie stracił na aktualności, a to na niego w dużej mierze powołuje się autorka. W Polsce seksuologia tkwi w powijakach, a wielu tutejszych wielkich uczyło się od Kratochvila, który również propagował metody treningowe. Myślę więc, że jak na nasze realia, to ta pozycja wydawnicza wciąż pozostaje na czasie.
Uderza, że w obliczu otwartości seksualnej i epatowaniu seksem na każdym kroku, oraz wprowadzenia na rynek cudownej niebieskiej pigułki ludzie wciąż mają problemy z seksem. Tymczasem okazuje się, że paradoksalnie tych problemów jest obecnie więcej, albo przynajmniej więcej się o nich mówi. Ten sam problem podnosi autorka książki. Słusznie zauważa ona, że pojawienie się farmakoterapii nie rozwiązuje wszystkich problemów, a wręcz obnaża te o podłożu psychogennym. Epatowanie seksu sprawia, że łatwiej jest na niego zobojętnieć, tak jak zapewnienie dostępności seksu przez wejście w związek małżeński (a zatem przypieczętowanie wyłączności partnera) czasem sprawia, że namiętność zanika.
Autorka słusznie obserwuje, że przez cały dzień uczymy się tłumić swoją seksualność (bo obyczaje, mobbing, zajmowana pozycja zawodowa...), a wieczorem jesteśmy zbyt zmęczeni na seks w domowym zaciszu, nie potrafimy "przejść w tryb" namiętności, albo mechanicznie się rozbieramy zapominając jaka przyjemność tkwi w powolnych pieszczotach siebie i partnera oraz stopniowym zmierzaniu do celu. W dobie powszechnej dostępności do seks-szopów, prostytutek, sponsoringu i magazynów erotycznych, O'Connor staje się piewczynią monogamicznych związków i otwarcie twierdzi, że tylko w takiej relacji jest możliwy pełny rozwój seksualny. Nie sposób jej odmówić racji, zwłaszcza, że umiejętnie udowadnia ona, że planowanie zdrady zajmuje tyle samo czasu co planowanie seksu z małżonkiem. Pokazuje, że proste zabiegi, jak zmiana swojego zadaniowego nastawienia do seksu, otwartość na nieskomplikowane eksperymenty, zmiana myślenia, czy zachowania w łóżku oraz przede wszystkim danie sobie więcej luzu i otwarta rozmowa na temat swoich odczuć/oczekiwań/ problemów/ wyobrażeń dotyczących tej sfery z partnerem potrafią zdziałać cuda.
Jednym słowem, polecam tą lekturę zarówno specjalistom jak i tym, dla których seks jest po prostu ważny. I to zarówno tym, którzy z jakichś względów czują, że coś przegapili i chcą ten seks poprawić, jak i tym, którzy po prostu stale się dokształcają w tej materii.
Treść pochodzi z blogu:
psunabude.blox.pl

Fetysz-co to jest.

Ludzie coraz częściej pragną jakiejś odmiany w swoim życiu seksualnym. Klasyczna pozycja wydaje im się już nudna, a sypialnia kojarzy się tylko z nudą... Także pragną zaszaleć z ciekawym, nowym stylem - chcą zmienić coś w sobie, poszukują nowych ścieżek życiowych.
Świetnym pomysłem na taką odmianę jest styl fetish oraz seksualne klimaty bdsm. Ale o co chodzi?
Mówiąc najprościej styl fetish charakteryzuje się noszeniem bielizny i odzieży w powszechnej opinii uchodzących za zbyt odważne, wyzywające, a jednocześnie działających na płeć przeciwną w sposób niezwykle podniecający. To takie swoiste przekraczanie granic, pokazywanie, że latex też może być seksowny, a skóra na nagim ciele wygląda niezwykle pociągająco.
Styl ten jest lubiany szczególnie przez osoby powiązane z jakąś mroczną subkulturą - nic w tym dziwnego, ponieważ niektóre ubrania w stylu fetish łączą ze sobą elegancję mroku i seksualne aspekty.
Fetysz można też rozpatrywać pod kątem zaburzeń seksualnych, jednak nie jest to związane z ciekawym stylem, a z potrzebą zaspokajania się przy pomocy jednej konkretnej rzeczy, która staje się fetyszem. W dzisiejszych czasach jednak ta definicja zanikła i określenie fetish w tym kontekście rozpatrywane jest jedynie przez seksuologów.
Kolejnym interesującym nas zagadnieniem jest bdsm. Tego typu zachowania seksualne związane są z potrzebą dominacji i chęcią pokazania partnerowi bądź partnerce 'kto tu rządzi'. Delikatne bicie, wiązanie, ekstremalne zachowania w dziwnych miejscach, dominacja i masochizm - to wszystko charakteryzuje bdsm. Ludziom często wydaje się, że to nie dla nich - przecież te wszystkie określenia brzmią strasznie! Prawda jest jednak taka, że bdsm to przemoc kontrolowana - partnerzy nigdy nie robią czegoś, co by nie było zgodne z ich zasadami, jedynie porzucają sztuczne granice narzucone przez 'bardziej poprawną część społeczeństwa' w imię wyzwolenia seksualnego i prawdziwej rozkoszy.
Zainteresuj się stylem fetish i zabawą w klimatach bdsm. To może przynieść ci prawdziwą rozkosz i dać nowe spojrzenie na życie - czego więc chcieć więcej?

Zazdrość zwana zawiścią.

Czym jest zazdrość? Uczuciem pojawiającym się, gdy znamy przedmiot, który pożądamy i osobę posiadającą go - reagujemy wtedy emocjonalnie, ponieważ nie mamy możliwości posiadania go w danym momencie.
Powszechnie jest ona uważana za uczucie negatywne, choć w łagodnej formie może być bodźcem do pozytywnej konkurencji i realizacji własnych aspiracji.
Okazywanie subtelnej zazdrości może być zaakceptowane i traktowane jako delikatny komplement, zwłaszcza jeśli szczere przyznanie się do niej jest wyrazem zachwytu dla czegoś nowego w życiu innej osoby. Jednak zazdrość w pracy najczęściej jest uczuciem silniejszym i powiedzmy sobie szczerze, że nie towarzyszą jej komplementy, a wtedy może być niszczącą siłą.
Jeśli ją odczuwasz lub jesteś jej przedmiotem, nigdy nie wiesz, jak zaatakuje, bowiem generalnie wywodzi się ona z mieszanki rywalizacji i niezadowolenia z własnej pozycji. Jej rozwojowi sprzyja bardzo silne współzawodnictwo w środowisku zawodowym, przykre doświadczenia z faworyzowaniem innych i oczywiście czyjeś osiągnięcia.
Zdarza się, że wskutek ignorancji, bądź z powodu zakorzenionych zwyczajów firmy, relacje zbudowane są na skrywanej zazdrości, a są to renomowane miejsca pracy, gdzie najbardziej błyskotliwe osobowości walczą o to, by pokazać, kto tu jest silniejszy. Często podsycana jest ona przez rozmyślne lub nieświadome faworyzowanie pracowników. Jej efektem wtedy jest powstanie uprzywilejowanej grupy oraz nieustanne obniżanie standardów pracy przez poczucie nierównego traktowania. Najczęściej jednak zawiść wywołana jest dużymi osiągnięciami wykraczającymi poza przeciętność, a z czasem z wspaniałego zespołu, który był tworzony całkiem niedawno część osób staje się złośliwa i w nieuzasadniony sposób krytyczna.
Niezależnie jednak od przyczyny ma bardzo zniechęcające działanie i tylko nieliczni patrząc w lustro widzą zazdrośnika. Zamiast tego wszędzie dostrzegamy niesprawiedliwość, a wtedy źle traktujemy osoby, które w naszej ocenie otrzymały zbyt wiele naszym kosztem odmawiając im współpracy, szacunku i przyjaźni. Budząc w sobie agresję wchodzimy na wojenną ścieżkę i burzymy reputację kolegi lub koleżanki, próbując w ten sposób wzmocnić swoją pozycję.
Krytykujemy więc wszystko i rozsiewamy plotki wierząc, że jesteśmy lepsi. Osoby będące przedmiotem zazdrości mają dwie możliwości: zostać stronnikiem lub trzymać głowę w piasku. W pierwszym przypadku staramy się o względy silniejszego w celu sprawowania nad nami ochrony, a w drugim unikamy krytyki.
Jakie są objawy zawiści?  Unikasz współpracy z zupełnie nieracjonalnego powodu - by inni z tej sytuacji nie skorzystali.  Nie lubisz czegoś w danej osobie, ale nie formułujesz tego werbalnie ze względu na nieumiejętność dobrania odpowiednich słów. Rzucasz wyzwiska na temat współpracownika, który ostatnio odniósł sukces tłumacząc to specjalnymi przywilejami. Rozmyślasz dlaczego inni zgarnęli cały przydział szczęścia, w tym również twój …

wtorek, 8 lutego 2011

Kocham cię.

Nie wiem, skąd to się bierze, ale mężczyźni mają nieprawdopodobny dar do okazywania uczuć. Na pierwszej randce facet potrafi powiedzieć, że nigdy wcześniej nie poznał tak pięknej kobiety, a na drugiej z przekonaniem rzec, że chyba się zakochał.
Niby w jaki sposób, pytam, można po dwóch czy trzech spotkaniach ocenić, że to jest kobieta, z którą chce się stworzyć związek?!
Mówienie o uczuciach jest w porządku, możesz w ten sposób wywołać pożądane emocje i zakotwiczyć je na siebie (tę i inne techniki pochodzące z programowania neurolingwistycznego, czyli NLP, przedstawię Ci potem), ale nie mów o zakochaniu w swoim kontekście. Zapytaj ją, w jaki sposób ONA się zakochuje, ale teksty w stylu „zakochałem się” albo — jeszcze lepiej — „kocham cię” zostaw sobie na potem. To dziecinne.
Nawiasem mówiąc, jest pewne powiedzenie w społeczności uwodzicieli, które brzmi: „Kto powie pierwszy »kocham cię«, przegrywa”. Oczywiście niekoniecznie ta osoba musi przegrać, ale bardzo często dzieje się tak, że jeśli facet powie jako pierwszy „kocham cię”, kobieta poczuje, że ma nad nim przewagę. Osobiście do końca się z tym powiedzeniem nie zgadzam, bo na przykład zdarzają się takie kobiety, które same nigdy tego nie powiedzą, dopóki nie zrobi tego facet. Co wtedy?
Przekonywanie argumentami
Czasem mężczyźni traktują interakcję kobieta – mężczyzna podobnie jak negocjacje biznesowe, w których liczą się konkrety i bycie rzeczowym. Prowadzi to do tego, że jeśli dziewczyna powie, że nie jest gotowa na związek, facet zaczyna przekonywać ją za pomocą racjonalnych argumentów w stylu: „Przecież się starałem, przecież kupowałem ci prezenty, przecież byłem dla ciebie miły” (wychwyciłeś tutaj, mam nadzieję, bzdury o prezentach i byciu miłym, które wcale nie są źródłem atrakcyjności).
Dlaczego to jest złe? Wiesz już, że kobiety to istoty emocjonalne. One nie podejmują decyzji o byciu z kimś na podstawie tego, co myślą o Tobie, ale na podstawie tego, co do Ciebie czują. Jeśli nie wzbudziłeś w dziewczynie odpowiednich emocji i doprowadziłeś Waszą relację do niepożądanego miejsca, to nie rób chociaż z siebie głupka, przekonując drugą stronę argumentami.
Porównałem ten błąd do zachowywaniu się w stylu biznesowych negocjatorów. Ale przecież w tamtym wypadku stuprocentowa racjonalność też jest niewskazana. Aby przekonać kogoś do swoich racji, trzeba oddziaływać na emocje drugiej strony. Nie wystarczy powiedzieć: „Mój produkt jest lepszy, bo...”.
Chcesz otrzymać darmowy dostęp do ponad 50 publikacji? www.ebooknet.pl

Język kwiatów.

W epoce wiktoriańskiej okazałe sposoby wyrażania uczuć były bardzo źle postrzegane. Narodziła się wtedy mowa kwiatów - tajemniczy język, w którym każdy kwiat, każdy kolor i każdy szczegół ma swoje znaczenie. Sztuka ta była żywa przez całą epokę romantyzmu.
W XXI wieku mowa kwiatów nie może już - na szczęście, albo niestety - stanowić jedynej formy wyrażania uczuć. Warto jednak trochę o niej poczytać i zastanawiać się bardziej przy wyborze kwiatów dla ukochanej osoby. Zwłaszcza miłośniczkę historii powinien ucieszyć podarek o głębszym znaczeniu. Można również wyszeptać znaczenie bukietu wybrance do ucha. Powinno to zaowocować jej głębszym zainteresowaniem tematem symboliki, jaką niosą ze sobą kwiaty, dzięki czemu odtąd będziemy mogli bez słów wyrażać swoje uczucia posyłając kwiaty.
Przede wszystkim należy pamiętać o właściwym doborze kolorów.
Biel symbolizuje czyste, szlachetne zamiary lub platoniczną miłość.
Czerwień to miłość płomienna, pełna pożądania, erotyczna.
Różowy jest kolorem przyjaźni.
Niebieski symbolizuje wierność.
Żółty - zazdrość
Fioletowy to kolor smutku.
Większość kwiatów posiada swoje znaczenie niezależnie od ich koloru i w połączeniu z kolorem mogą mieć podwójny przekaz. Jednak symbolika części kwiatów jest mocno uzależniona od ich koloru. Tak więc, biały goździk oznacza niewinność i słodycz, czerwony - podziw, ale już żółty to symbol pogardy.
Róża biała to czysta, platoniczna miłość.
Róża czerwona to miłość namiętna.
Róża różowa lub fioletowa to przyjaźń - kiedyś, gdy wytrwały dotąd adorator uznał, że z jego uczuć do wybranki przetrwała tylko przyjaźń, posyłał jej bukiecik różowych róż. Było to dla niej bardzo smutne.
Róża niebieska to zaufanie.
Róża pomarańczowa to duma.
Róża żółta to zazdrość.
Ciekawe jest to, że obdarowując wybrankę bukietem czerwonych róż z jedną białą, zapowiadał rychłe oświadczyny.
Jak widać, język kwiatów to ciekawa sztuka, warta poświęcenia jej chwili czasu.
Ten artykuł jest autorstwa Rose i znajduje się tu za jej zgodą przy pośrednictwie portalu Artelis.pl. Więcej o języku kwiatów można przeczytać tu:
http://www.zaradni.pl/porada/4134,jak_rozumiec_jezyk_kwiatow

Sztuka miłości.

Jak pisze Erich Fromm* – niemiecki filozof, socjolog, psycholog i psychoanalityk – miłość nie jest uczuciem łatwym. Wymaga wysiłku i zaangażowania. Każdy z nas marzy o szczęśliwej miłości, każdy z nas uważa ją za ważną w swoim życiu i każdy z nas jej pragnie. 
Lecz problem tkwi w tym, że każdy z nas chce, pragnie czuć się kochanym, a nie każdy się zastanawia jak kochać, co to znaczy kochać.
Wydaje nam się, że wystarczy mieć odpowiednie zasoby (prestiż, praca, pieniądze), wyglądać pociągająco a miłość w postaci atrakcyjnego partnera zastuka sama do drzwi…
Otóż problem nie leży w cechach pożądanych u partnera lecz w naszej zdolności do kochania innych. Problem też tkwi jak patrzymy na innych – czy nie na zasadzie wzajemnej korzystnej wymiany dla obu stron? Czy nie kierujemy swoich uczuć tam, gdzie czujemy korzystne ukryte i widoczne walory, które ze sobą możemy wymienić?
Często też mylimy stan zakochania ze stanem kochania czyli „pozostawania w miłości”. Miłość wydaje się czymś łatwym i szybko osiągalnym. A właśnie miłość jest takim uczuciem, które jak żadne inne uczucie potrafi nas zawieść…
Miłości trzeba się uczyć tak jak sztuk innych – muzyki czy malarstwa. Do tego trzeba opanować teorię i praktykę. A do tego trzeba zainteresowania i zaangażowania. Dlaczego poświęcamy czas aby mieć pieniądze i władzę a nie poświęcamy czasu na naukę miłości?
O teoriach miłości można napisać wiele – i tak jak to robi Fromm – podzielić ją na miłość rodzicielską, miłość braterską, miłość erotyczną, ale co do istoty kochania ważna jest nasza postawa, zdolność do kochania jako akt dawania, który zależy również od charakteru danej osoby. Miłość jest czynnym zainteresowaniem się życiem i rozwojem tego, co kochamy. Miłość charakteryzuje chęć poznania, poszanowanie, troska i poczucie odpowiedzialności. Miłość to też akt zespolenia, gdzie poznajemy siebie, odkrywamy siebie, dajemy siebie nawzajem…
O teoriach praktycznych nic nie można właściwe tu napisać, bo każdy człowiek miłość przeżywa inaczej i każdy na swój własny sposób jej pragnie i szuka. Ale jak z każdą praktyką – miłość praktyczna wymaga koncentracji, dyscypliny, cierpliwości i zaangażowania. 
Aby doświadczać miłości autentycznej, prawdziwej aby naprawdę kochać potrzebne jest pozbycie się swojego narcyzmu (stan gdzie człowiek przeżywa nie to, co prawdziwe tylko to, co dzieje się w nim samym, a świat zewnętrzny przeżywa na zasadzie korzyści lub zagrożenia) i widzenia świata, ludzi i przeżyć takimi, jakimi one są naprawdę, obiektywnie
Ponieważ miłość zależy od ograniczenia naszego narcyzmu wymaga od nas również pokory, wiary i odwagi
I nie chodzi tu o wiarę irracjonalną (wiara w Boga, w idee) ale o wiarę racjonalną opartą na naszych uczuciach i przekonaniach, którą cechuje pewność i trwałość
Tu liczy się wiara we własną miłość, w jej zdolność budzenia miłości u innych i w jej trwałość.
Wiara wymaga odwagi, umiejętności podejmowania ryzyka i gotowości na to, że można zaznać bólu i rozczarowania. Ten kto domaga się tylko stanu bezpieczeństwa i pewności ten zachowuje dystans. A miłość nie znosi dystansu.
Miłość jest też aktywnością, kochaniem, ciągłym aktywnym zainteresowaniem przedmiotem mojej miłości a nie tylko nim czy nią. Paradoks naszych czasów polega na tym, że większość ludzi tkwi w półśnie na jawie, a kiedy śpią są na wpół rozbudzeni….
Miłość jest aktem wiary. Kochać to powierzyć się komuś bez żadnych zastrzeżeń, oddać się całkowicie z nadzieją, że nasza miłość wywoła miłość u osoby, którą kochamy...
Mówienie o miłości (również tu i teraz) to nie oznaka słabości, to potrzeba, głęboka potrzeba tkwiąca głęboko w nas samych…
*Na podstawie tekstu Ericha Fromma „O sztuce miłości” Rebis, Poznań 2005.

Pomysły na walentynkową randke.

Poznaj kilka, niewymagających ogromnych nakładów finansowych, sposobów na walentynkową randkę.  Za sprawą tych sprytnych pomysłów, na to,  jak tanio spędzić Walentynki w niezapomniany sposób, podkręcisz temperaturę w Waszym związku. Bez konieczności obrabowania banku.
1. Bilard, lotki... Wypad do baru lub pubu też może mieć swój urok. Możecie zagrać o pytania, tzn. osoba, która wygrywa rundkę może zadać każde pytanie, a partner/ partnerka musi udzielić na nie szczerej odpowiedzi. Opcja dobra na początek związku, przełamuje lody i pozwala lepiej poznać drugą osobę.
2. Kręgle. Podsyć atmosferę nutą rywalizacji i zabierz drugą połówkę na kręgle. Podczas gry nie zapomnij rozpraszać swojej partnerki lub partnera obrzydliwymi opowieściami o tym, kto wcześniej miał na stopach jego/jej buty. No i oczywiście na tablicy wyników wpiszcie najbardziej obciachowe zdrobnienia, jakimi się do siebie zwracacie np. Dziubasek vs Misiu-Pysiu:)
3. Kino - to zawsze dobra i tania opcja. Jeżeli zdecydujesz się zabrać swoją randkę na film, to spiesz się z rezerwacją biletów. W Walentynki kina przeżywają prawdziwe oblężenie. Aby zaoszczędzić, możesz przemycić w kieszeniach lub torebce m&m'sy i inne przegryzki.
4. Maraton starych filmów. Czarno-białe filmy mają swój nieodparty urok. Zaopatrzcie się w kilka znanych tytułów, możecie też wybrać temat np. filmy z Marylin Monroe lub Charliem Chaplinem. Do tego dużo popcornu i udany wieczór gwarantowany.
Wszystkie pomysły przedstawione w e-booku mogą być dowolnie modyfikowane i dopasowane do Waszego stylu życia. Na szczęście jest wiele sposobów aby okazać sobie zainteresowanie oraz spędzić wspólnie czas bez konieczności wydawania zawrotnych sum pieniędzy.
Jak mówią... w życiu najlepsze rzeczy są za darmo!
Fragment darmowego e-booka p.t. 50 niskobudżetowych pomysłów na walentynkową randkę, do wykorzystania również podczas pozostałych 354 dni w roku. E-book jest dostępny za darmo na strronie Specjalne-Okazje.pl. Zapraszamy do ściągnięcia!

Fazy miłości.

Czy pamiętasz chwile spędzane ze swym pierwszym ukochanym ? Spojrzenie jego oczu ? Dotyk jego skóry ? Wszystko było tak dawno temu, ale tamte emocje wydają się być ciągle aktualne i żywe.
Czy pamiętasz pierwsze chwile spędzane ze swym ukochanym ? Spojrzenie jego oczu ? Dotyk jego skóry ? Wszystko było tak dawno temu, ale tamte emocje wydają się być ciągle aktualne i żywe. Miłość, którą wówczas przeżywałaś była taka prawdziwa i wzniosła. Niemniej, kiedy dziś o niej myślisz tamte obrazy wydają się tak nierealne jak urywki z dawno oglądanego filmu. Dziś, kiedy patrzysz na swego wybranka zastanawiasz się gdzie podział się tamten niesamowity chłopak, za którym chciałaś iść na koniec świata. Zasada pantha rhei - dotyczy także miłości.Psychologia miłości rozróżnia kilka faz.

Pierwsza faza to etap zauroczenia drugą osobą. Jest to piękny okres, w którym dwie osoby dopiero się poznają. Oczywiscie - tylko z tej dobrej strony. Wszystko jest nowe, interesujące, świeże. Jest to etap, kiedy tracimy dla kogoś głowę. Nasze sprawy, nasze dotychczasowe życie, nasi przyjaciele - schodzą na plan dalszy. Kochamy całym sobą. Kochamy sercem. Spędzamy w łazience godziny na pielęgnacji twarzy i ciała, aby tylko jak najbardziej podobać się tej drugiej osobie. Jest to etap wielkich słów, uczuć, szaleństwa,  tęsknoty i przyjemności. Wszytsko wydaje nam się idealne. Wszystko u tej drugiej osoby akceptujemy.

Druga faza miłości to okres głębokiego poczucie szczęścia. Druga faza rozwoju miłości rozpoczyna się od słów "Tak właśnie zawsze sobie to wyobrażałam." Po kilku tygodniach lub miesiącach bycia razem, kiedy jesteśmy pewni uczucia po tej drugiej stronie zaczynamy powoli organizować i ogarniać na nowo nasze życie wciągając w nie ukochaną osobę. Zaczynamy spełniać swoje marzenia: szalony wypad do kina, wyjazd w nieznane, romantyczna kolacja - nasze życie nabiera kolorów i jest w końcu intensywne i bogate w moc doznań. Nic nie jest dla nas za drogie lub niemożliwe. Razem zaczynamy odkryawć na nowo świat. Razem zaczynamy go podbijać i poznawać towarzyską siłę bycia w związku.
W fazie trzeciej codzienne życie puka niestety do drzwi. Dostrzegamy wady naszego partnera. Nie podba nam sie jego ubiór, mamy zastrzeżenia do jego rodziny , zachowania, religii czy wypowiedzi na różne tematy. Powstają pytania: Czy to aby na pewno ON  ? A może nie? Może się mylę ? Może powinnam poszukać kogoś innego ? Może gdzieś czeka na mnie ktoś lepszy ? Jest to najbardziej wrażliwa fazy relacji miłosnych. Jest to faza, w której zaczynamy też snuć powoli wizje wpólnej przyszłosci. Pojawiają sie pomysły na zmianę pracy, miejsca zamieszkania. Pierwotna magia miłości gdzieś się rozmywa. Miłość zaczyna nas trochę uwierać, trochę nam ciążyć. Niesie ograniczenia, o których wcześniej nie myślałyśmy. Zobowiązania, których nie byłyśmy w pełni świadome.
Czwarty etap miłości to faza konfliktów i stresu. Czwarty okres to etap docierania się, który jest najbardziej wyczerpujący i najbardziej frustrujący. Zamieszkaliśmy już razem, lub widzimy się bardzo często, zaczynamy mieć jakieś wspólne wydatki (a o nic ludzie się nie kłocą tak jak o finanse), plany, wizje i do głosu dochodzą nasze charaktery. Już nie udajemy, że nie mamy nic do powiedzenia w tzw. "trudnych tematach"  : oj mamy, mamy i to bardzo wiele.  Wszystko co tłumiłyśmy dotąd dzielnie w sobie - wychodzi w końcu na wierzch. Już nam tak bardzo nie zależy, aby zawsze widział nas w pełnym makijażu. Zaczynamy walkę z tą drugą osobą. I jest to w pewnym sensie walka o nas. O zatrzymanie i zachowanie własnej tożsamości w zwiazku. W tej fazie pojawia się podstawowe pytanie o to czy chcemy i potrafimy dzielić przyszłość z tą drugą osobą czy też nie. Sprawdzamy partnera. Prowokujemy. Czasem nieświadomie robimy wiele różnych rzeczy, aby go maksymalnie do siebie zniechęcić. Jest to faza w której najwięcej par się rozstaje. Ale te które ją przetrwają - są już zazwyczaj razem.

Ostatni etap jest najdłuższy i najszczęśliwszy. Dokonaliśmy wyboru i zdecydowaliśmy się na wspólne życie. W tej fazie nie stawiamy więc jak w poprzednich etepach wszystkiego na ostrzu noża i jesteśmy bardziej skłonni do kompromisów.  A jednak nawet w tej ostatniej fazie nasz związek jest w ciągłym ruchu i rozwoju. Partner wciąż potrafi nas zadziwić. My potrafimy zadziwić partnera. Jest czas burz i czas bezchmurnego nieba. Czas radości i płaczu. Wszystko płynie. Niemniej w tej fazie miłości jedno jest już pewne : chcemy być razem. Na zawsze. Na dobre i na złe. 

Damsko-męskie nieporozumienia.

Kobiety, wychowane w przekonaniu, że mężczyźni reagują jedynie na piękne ciało zgodne z aktualnymi kanonami mody i starają się jak mogą by do tych kanonów się dostosować. Przekonanie to jest z gruntu seksistowskie i niesprawiedliwe zarówno w odniesieniu do kobiet jak i do mężczyzn.
Przedstawiciele żadnej z płci nie są z natury cyborgami i choć faktycznie zarządzają nami pewne biologiczne mechanizmy, to w gruncie rzeczy większości z nas zależy na tym samym: odrobinie uczucia i uwagi ze strony osób, na których nam zależy. Dlatego kluczem do udanego związku nie jest idealna budowa ciał obydwu partnerów, ale to, jak się traktują, jak rozumieją i czy jest im ze sobą dobrze na płaszczyźnie psyche. Fizyczność staje się z czasem kwestią drugo- a nawet trzeciorzędną, a umysły, wspólne doświadczenia i wzajemne zrozumienie cenimy bardziej niż ciało. I to one wywołują w nas podniecenie.

Co podnieca mężczyzn?
Na pewno nie lansowany przez media wzór kobiecości. Wystarczy szczerze porozmawiać z kilkoma panami, by okazało się, że podniecające kobiety są tak naprawdę wokół nas. Mężczyźni cenią ponadczasową kobiecość przejawiającą się w wewnętrznym cieple, a niekoniecznie w budowie ciała. Owszem walory cielesne również są istotne, ale przecież nie zakochujemy się w ciele! Często przyczynkiem do zakochania (czy wywołania podniecenia) jest czyjś uśmiech, spojrzenie (oczy są zwierciadłem duszy), albo sposób prowadzenia rozmowy i... być może feromony, czyli oklepana chemia. Skoro tak, to chemia zadziała tak czy inaczej, zupełnie niezależnie od wyglądu - jak widać również w tym przypadku wygląd traci na znaczeniu.

Co podnieca kobiety?
Troska ze strony mężczyzny. Piękne ciało prawie nigdy nie jest ważne, choć oczywiście istotne jest to, na ile mężczyzna jest zadbany. Kobiety podnieca też inteligencja i osobowość i choć świat roi się też od lalek - takich jak u Prusa - jest na nim sporo innych (mądrzejszych?) kobiet.

Wieloletnie związki
Na początku znajomości mężczyzna i kobieta rzeczywiście działają nieco sztampowo, odbywa się to pod wpływem stanu zakochania, który bywa nawet porównywany z szaleństwem. Zachowujemy się wtedy zupełnie inaczej niż zwykle, bujamy w obłokach i niejednokrotnie nie dostrzegamy niczego poza obiektem zakochania. Z czasem magia zakochania słabnie i wtedy w związku zaczynają pojawiać się nieporozumienia. Czy można ten stan porównać z przejrzeniem na oczy? Tak, tyle że najczęściej zaczynamy wtedy dostrzegać niedoskonałości partnera zapominając o tym, że nikt z nas nie jest ideałem.
Jak utrzymać miłość i seksualny żar w związku z długim stażem? Rozmawiać, porozumiewać się, wykazać zrozumienie i empatię. To idealne rozwiązanie.
Recepta? Dostrzeż w partnerze człowieka, z jego zaletami, wadami, wątpliwościami, marzeniami i... niepewnością co do twoich oczekiwań i tego, jak jest postrzegany przez ciebie.

Kobieta jest zmienna.

Kobieta zmienną jest – o prawdziwości tego popularnego powiedzenia mężczyźni przekonują się prawie codziennie, dzieląc życie ze swoją drugą połówką. Płeć piękna zmienia się jednak nie tylko z dnia na dzień, ale także ewoluuje przez stulecia.
Kobiety od zawsze pragnęły dopasowywać się do obowiązujących wzorców – nawet wtedy, kiedy ceną było ich zdrowie, a nawet życie. Na początku cywilizacji jednak działania te były prawdopodobnie nieświadome. Najstarsza znana figurka kobieca - zwana Venus z Willendorfu, przedstawia panią o imponujących gabarytach, które dzisiaj niewątpliwie zdiagnozowane zostałyby jako otyłość trzeciego stopnia. Pulchne kształty oraz szerokie biodra symbolizowały jednak płodność oraz dostatek. Mężczyzna z epoki kamienia łupanego mógł mieć więc pewność, że jego wybranka urodzi mu zdrowe dzieci, a także zdoła je odchować. Średniowiecze natomiast preferowało kobiety szczupłe, żeby nie powiedzieć wychudzone. Umartwianie ciała poprzez głodówkę było dość powszechną praktyką. Kobiety powstrzymujące się od jedzenia uważano za błogosławione, mogące czerpać energię z boskiej mocy. Wtedy też wśród klas wyższych powszechne było wyrywanie włosów znad czoła tak, by maksymalnie je powiększyć. Na szczęście renesans i barok pozwolił kobietom na odrobinę oddechu, wielbiąc puszyste, ,,rubensowskie” kształty , które w połączeniu z jasną karnacją i złotymi włosami świadczyły o przynależności do wyższej klasy społecznej i przyciągały wzrok niejednego mężczyzny. Romantyzm natomiast ukochał cnotliwą i nieco wychudzoną postać kobiecą, porównywaną często do anioła. Długie włosy, blada cera, szczupłe palce i ogólny stan zaawansowanej anemii  kojarzył się XIX- wiecznym poetom z ideałem płci pięknej. Kres takiemu wizerunkowi położyła emancypacja, która wyzwoliła kobiety z gorsetów,  ściskanych nieraz tak mocno, że kończyło się to w najlepszym razie omdleniem, w najgorszym – pęknięciem organów wewnętrznych. Spodnie, krótkie fryzury i chłopięca sylwetka – oto kobieta modna w latach 20. XX wieku.
Kolejne lata to burza w modowych trendach, odbijających się przede wszystkim na kobiecych sylwetkach. W ekspresowym tempie przeszły one metamorfozę od ponętnej Marilyn Monroe do drobniutkiej Twiggy, której wymiary na dobre zagościły na wybiegu. Pomimo starań niektórych projektantów, aby zatrudniać modelki o normalnej wadze, w mediach nieustannie kreuje się wizerunek ,,doskonale” szczupłej kobiety o jędrnym ciele i ,,idealnych” rozmiarach, opisywanych jako ,,sexi”, ,,atrakcyjne”, ,,zdrowe” itp. Panie natomiast, dążąc bardziej lub mniej świadomie do ustalonego kanonu piękna, poddają się dietom i wpisują tym samym w nieustający trend dążenia do ,,ideału”. Aby go osiągnąć kobiety są w stanie wytrzymać wiele: kiedyś były to wspomniane gorsety lub krępowanie stóp w dalekiej Azji, dzisiaj jest to głodówka. Pomimo apeli dietetyków i coraz większej ilości przypadków śmierci spowodowanej anoreksją, część kobiet zdaje się być nieświadoma zagrożeń, jakie na nią czyhają. Na szczęście nadchodzi moda na zdrowe żywienie - coraz popularniejsze stają się produkty ekologiczne oraz żywność funkcjonalna. Renesans przechodzą również suplementy diety.
W ostatnich latach nieco zmieniło się podejście Polaków do suplementów diety, wydaje mi się, że zaufanie do preparatów tego typu wzrosło – mówi Łukasz Rutkowski, Brand Manager marki Vitana. Oczywiście nadal część społeczeństwa wierzy, że wystarczy 14 dni z tabletkami X, żeby wrócić do rozmiaru 36, jednak zdecydowana większość ludzi świadomie dbających o linię wie np., dlaczego fasolamina pomaga zlikwidować niechciane kilogramy czy na czym w ogóle polega działanie neutralizatora skrobi.
 To prawda, świadomość ludzi wzrasta i dążenie do „ideału” nie ogranicza się już do tradycyjnej diety MŻ, ale staje się przemyślanym i długotrwałym procesem, na którego skuteczność składa się wiele czynników. Pamiętajcie jednak Drogie Panie, że nie warto za wszelką cenę podążać za zmieniającymi się trendami. Jeśli źle czujecie się z Waszymi zaokrągleniami, odchudzajcie się mądrze i świadomie, abyście wraz z niechcianymi kilogramami nie straciły zdrowia.

O kurze kilka słów.

"Kura domowa"- na pierwszy rzut oka wydaje się, że to określenie obraźliwe, lekko sarkastyczne. Nie dla wszystkich... Niezliczona ilość portali internetowych używa tego określenia, a niektóre nawet mianują się ową nazwą.
Poruszane przez nich tematy są przeróżne: od szydełkowania i haftowania po gotowanie, wywabianie plam, robienie koralików czy kwiatów z bibuły. Nie brakuje też zagadnień związanych z wychowaniem dzieci i pytań pt.: "Po co mi karta kredytowa?".
 
Z Nonsensopedii, polskiej encyklopedii humoru, wynika, że: 
"Kura domowa – wynik przeistoczenia się kobiety niezależnej, dbającej o siebie i swoją karierę w coś innego. Czynnikiem sprawczym procesu przeistaczania są:
rodzina: zaczyna i umacnia proces przemiany kobiety w kurę domową. Wymaga od kobiety posiadania takich umiejętności, jak pranie, sprzątanie, gotowanie, smażenie, pieczenie i duszenie (nie, nie współdomowników, lecz potraw).
(...)
mężczyzna (mąż/kochanek/narzeczony): umacnia i utrwala proces ukurzania.
Jest to zabieg zarówno celowy, jak i bezwarunkowy. Samiec nauczony przez rodzicielkę nie potrafi sam wykonywać poszczególnych czynności, potrzebuje więc kogoś, kto będzie go w tym wyręczał.
Proces ten rozpoczyna się niewinnie, lecz prowadzi do odleżyn:
Kobieta kierowana miłością, brakiem lepszego zajęcia, bądź też chęcią sprawienia mężczyźnie przyjemności, postanawia ugotować obiad z trzech dań, posprzątać w mieszkaniu itp., itd. Mąż po powrocie z pracy jest zadowolony, chwali żonę i spodziewa się, że będzie tak zawsze. Gdy zdarzy się, że przygotowany obiad składa się jedynie z dwóch dań, urządza awanturę, co prowadzi do tego, że żona dla świętego spokoju nie zapomina więcej o deserze. Czynności wykonywane wcześniej z przyjemności i zaangażowania stają się przymusowe i codzienne. "
Źródło: Nonsensopedia
Nie bez przyczyny podane źródło nosi nazwę Nonsenspopedia. Mimo to jest w nim trochę smutnej prawdy. Wymagania społeczne w stosunku do kobiet są dosyć wysokie. Wciąż można spotkać się z opiniami: czym powinna zajmować się kobieta, a czym zdecydowanie nie powinna zawracać sobie głowy. Z krótkiego opisu nasuwa się jeden podstawowy, moim zdaniem, wniosek: to my, kobiety, uczymy mężczyzn określonych zachowań i przyzwyczajeń. Później pokutujemy za bycie „zbyt dobrą”, zrzucając winę na cały świat.
Wracając do naszej kury...
Zadziwiające jak wiele jest gatunków kur i jak duże grono jest ich miłośników. Kiedy usłyszałam jedną z historii o tzw. kuro-psie, nie mogłam uwierzyć, że jest ona prawdziwa.
Charakterystyki gatunków kur są różnorodne i dotyczą wielu aspektów: „doskonale fruwają i lubią przesiadywać na drzewach. Niskie płotki nie są dla nich problemem, ale wieczorem powracają do kurnika. Są waleczne i, o czym już wspominałem, zaradne. Powracają do swoich zagród jak gołębie pocztowe. (...) bardzo żywotne i sympatyczne kury. Świetnie się klują, a potem chowają. Ta jednak z pozoru zwykła wiejska kura, niesie fantastyczne jaja o kolorze czekoladowo – czerwonym.”
Niektóre z opisów są niezwykle spersonalizowane, mówią o charakterze ptaków i wzajemnych stosunkach zwierząt i ich hodowców: „Był „dowódcą” podwórka. Rozpoznawał domowników i od nich domagał się pieszczot. Chodził z nami / także psy i koty/ na spacery do lasu.”
Jakie powiązanie ma określenie „kura domowa” z panią pracującą w domu i z ptakiem na wiejskim podwórku? Czy jest to negatywne stwierdzenie mające obraźliwą koniugację?
Kiedy słyszę słowo „kura domowa” w stosunku do kobiety, która nie pracuje zawodowo, mam negatywne skojarzenia. Przychodzi mi na myśl osoba „siedząca” w domu, nie dbająca o siebie tylko o dobro swojego kurnika i potomstwa. Co robi kura? Znosi i wysiaduje jajka. Kura „gdacze”, co w potocznym języku oznacza nieustanne gadanie i narzekanie. Przeciętny człowiek z niczym więcej nie wiąże „szanownej kury”, nie ma pojęcia ani o jej zwyczajach, ani o jej charakterze, jej zdolnościach. Mówi „ptasi móżdżek” nie wiedząc dla ilu ludzi kura jest ich przyjacielem, towarzyszem, kompanem.

Skojarzenie i refleksja jaka przychodzi mi na myśl to fakt niedocenionej „kury domowej”, braku wiedzy o jej życiu, generalizacji i uproszczaniu jej zachowań.
Określenie to jest wciąż często spotykane wśród wielu ludzi... i nie ma w tym nic złego, jeśli odnieść się do wyżej przytoczonych opisów tego ptaka. Wszystko zależy od naszego dystansu i świadomości, czym naprawdę zajmuje się przysłowiowa „kura domowa”.

Zdrada.

Związki z długim stażem mogą wydawać się bezpieczne, zarówno dla kobiety, jak i dla mężczyzny. Przychodzi czas, kiedy oboje nie czują żadnego zagrożenia "z zewnątrz". Czujność zostaje uśpiona.

Zdarza się jednak, że w tym czasie nagle pojawi się ktoś nowy. Ktoś zupełnie odmienny od osoby, z którą byliśmy w związku przez długi czas. Może się wtedy wydawać, że owy "ktoś" wniesie w nasze życie jakieś zmiany, że dzięki niemu przeżyjemy coś nowego, świeżego, ekscytującego. W takim momencie często dochodzi do zdrady. Pojawia się dylemat : trwać w bezpiecznym związku, w którym mniej więcej można przewidzieć, co będzie dalej czy pójść za głosem instynktu?
Jeśli obdarza się partnera/partnerkę naprawdę głębokim uczuciem i nie chce się jej ranić, myśl o takim dylemacie powinna się w zasadzie bardzo szybko ulotnić. Jest w nas jednak coś, co popycha do zdrady.

Czy każdy mężczyzna prędzej czy później zdradza swą partnerkę? Czy każda kobieta zdradza?

Myślę, że nie każdy i nie każda. Na forach internetowych czytałam ostatnio dość sporo wypowiedzi na temat zdrad. Większość to oczywiście rozterki tych zdradzanych i oszukanych stron, niemogących pogodzić się z bólem, jaki zafundował/a im partner/ka. Uważam, że jeżeli taka sytuacja już się wydarzyła, to wyjścia są oczywiście dwa : przebaczyć lub przepędzić, gdzie pieprz rośnie i zapomnieć. Oba rozwiązania są zwykle bardzo trudne. Dobrze byłoby, gdyby ta druga strona pomogła nam w podjęciu decyzji. Jeśli dwoje ludzi, mimo wszystko, nadal się kocha - wszystko jest możliwe. Jeżeli związek ma szansę przetrwania tego kryzysu i perspektywę rozwoju, osoba, która zdradziła, powinna postarać się o odbudowanie zaufania. Nie jest to na pewno proste i wymaga wysiłku.

Co zrobić, żeby nie doszło do zdrady? Czy czujność wystarczy? Dać partnerowi/partnerce swobodę, aby nie czuł/a się "zamknięty/a w klatce", ale jednocześnie pozostawać czujnym/ą? Czy w ogóle jest to możliwe?

Niestety nie ma gotowej recepty. Wydaje mi się, że najważniejsza jest troska o związek i jego rozwój. Uczucie trzeba pielęgnować, dbać o partnera, ale także o samego siebie. Tak naprawdę, mamy tylko pośredni wpływ na to, czy on/ona nas nie zdradzi. I tutaj w grę wchodzi zaufanie.
Jeśli jednak ukochany/a zawiódł/a nasze zaufanie, a chcemy walczyć o związek, powinniśmy je od początku wspólnie zbudować. Zdradzony/a musi popracować nad swoimi emocjami, a osoba, która zdradziła - naprawdę się starać.

Jak postępować z kobietą.

Kobieta to stworzenie potrzebne i użyteczne. Bywa jednak denerwująca, dlatego trzeba wiedzieć, jak się z nią obchodzić. Jak wytrzymać z kobietą?Po prostu staraj się, by czuła się szczęśliwa. Jak tego dokonać?

Instrukcja:
1. Bądź jej wierny i nie okłamuj jej - będzie mogła Ci ufać.
2. Zdobywaj ją, nawet, jeśli już jest "zdobyta".
3. Nie zapominaj o urodzinach, imieninach, wspólnych rocznicach i innych świętach przez nią uznawanych.
4. Nie oszczędzaj miłych słów. Komplementy i wyznania uczuć - są dla niej bardzo istotne.
5. Od czasu do czasu dawaj jej kwiaty (kobiety je uwielbiają), prezenty bez okazji (nawet najdrobniejsza rzecz dana w odpowiedni sposób i opatrzona pięknym słowem może nabrać cech diamentu), sprawiaj niespodzianki.
6. Zwracaj uwagę na jej wygląd i mów jej o tym.
7. Stosuj gesty dżentelmena (np. bierz od niej płaszcz, otwieraj drzwi) - nawet jeśli nic nie powie, zawsze zauważy.
8. Okazuj jej uczucia przy innych ludziach - będzie wniebowzięta.
9. Pokazuj, że jesteś silny fizycznie i psychicznie (kobiety cenią silnych mężczyzn).
10. Stawaj w jej obronie. Niech czuje, że ma w Tobie oparcie.
11. Niech wie, że może na Ciebie liczyć. Podawaj pomocną dłoń, wtedy zobaczy, jaki jesteś wspaniały. Nie podkreślaj jednak przy tym jej niekompetencji w danej dziedzinie.
12. Miej swoje zdanie. Niech widzi, że jesteś szanowany przez innych.
13. Poświęcaj jej czas i uwagę - rozmawiaj (o tym, co robiła danego dnia, o pracy, o tym, co ją martwi itd.). Pokaż, że to, co ważne dla niej, jest ważne również dla Ciebie. Jeśli nie widzicie się codziennie, pamiętaj o istnieniu telefonu.
14. Słuchaj tego, co mówi.
15. Zapewniaj jej rozrywkę - kino, teatr,  kolacja, impreza, spacery, wspólne wyjazdy itd.
16. W jej obecności, nie zwracaj uwagi na inne kobiety.
17. Umiej przyznać się do błędu.
18. Pytaj ją o zdanie - będzie czuła, że jej opinia się dla Ciebie liczy.
19. Nie wymagaj, by była Twoim prywatnym robotem do wszystkiego. Jeśli chcesz mieć kogoś, kto by Ci prał, sprzątał, gotował, przynosił kapcie w zębach, to lepiej wynajmij sobie niańkę. A jeśli ona którąś z tych czynności po prostu lubi? Tym lepiej. Doceniaj to, co robi i nie pozwól, by owa czynność stała się jej codziennością. Na przykład, jeżeli kobieta lubi gotować, nie dopuść to tego, by miała poczucie, że musi to robić. Czasem Ty coś ugotuj, a raz na jakiś czas pójdźcie do restauracji. Dzięki temu, gotowanie wciąż będzie dla niej przyjemnością.
20. W kontaktach seksualnych nie ograniczaj się do jednej sfery erogennej ani do jednego miejsca (łóżka).
21. Nie podkreślaj, ile wydałeś na nią pieniędzy.
22. Nie pokazuj jej swojego nicnierobienia.
23. Nie denerwuj się, gdy zmienia zdanie. Przyjmij do wiadomości, że kobieta zmienną jest i to się nie zmieni.

Pamiętaj! WSZYSTKIE punkty są WAŻNE.
Jeśli kobieta czuje się nieszczęśliwa - masz przerąbane! Jesteś narażony na ciągłe narzekanie, pretensje, płacz, spadek jej atrakcyjności fizycznej, wieczne niezadowolenie, próby "zamknięcia w klatce" lub nawet zdradę z jej strony.
Zaczynasz wtedy myśleć o ucieczce. Kochasz ją, ale jesteś sfrustrowany, więc męczysz się niesamowicie lub uciekasz do innej kobiety. Z inną, po pewnym czasie, sytuacja się powtarza, więc idziesz do kolejnej. I tak w kółko.
Staraj się, by kobieta była szczęśliwa lub przeskakuj z jednego związku w drugi. Twój wybór.